Jeden z najlepszych koncertów na jakich byłam. W moim osobistym rankingu z pewnością pierwsza dziesiątka, a w tegorocznym podsumowaniu ex aequo 1. miejsce, na równi ze Stingiem (nie bluźnię;)!).
Ogromny plus dla Parlamentu, który zapewnił nagłośnienie pozwalające bez przeszkód wyłapać każdy dźwięk czysto i przestrzennie, sprawiając publiczności po prostu mega frajdę. I tak sobie myślę, że klub pokazał też (przynajmniej w moim odczuciu, subiektywnym, a jakże:) ) ile zespół zyskał na bardziej kameralnej scenerii, a mam na myśli tu porównanie do występu zespołu na Open'erze w 2010 roku. Byłam zachwycona, ale tym razem "podglądanie" koncertu z bliższej perspektywy i lepsza interakcja publiczności z zespołem wytwarzyły u mnie coś na kształt pełniejszego uczestnictwa w koncercie iii.. były ciarkii, oj były, od pierwszych dźwięków aż do samego końca!
Chwilę przed rozpoczęciem zastanawialiśmy się, dlaczego w sumie nie ma supportu? A później szybka refleksja - od początku koncertu cała uwaga mogła być w pełni skupiona na zespole. U mnie zaprocentowało, a może ktoś miał niedosyt? Co kto lubi:)
W Poznaniu supportowała Mela Koteluk, którą uwielbiam, i pewnie bym nie narzekała, ale pod żadnym pozorem, nie jest to dla mnie minusem. Jak już się "rozsiadłam" w kwestiach organizacyjnych i technicznych, to jeszcze jedna rzecz - DLACZEGO przez zdecydowaną część koncertu nie działały telebimy, WHY??.. "Bullets" i "Controlling Crowds" wzmocnione animacjami były ciarkogenne. Dobrze, że chociaż pod koniec zostały uruchomione, ale szkoda wielka.
Tyle narzekania i luźnych uwag:)
Zespół tworzą profesjonaliści. Instrumentalnie i wokalnie - idealnie. Czułam się jakbym była na koncercie, który grają wyłącznie raz do roku, i kiedy to dbają o każdy szczegół, są przygotowani w każdej sekundzie, każdy zna swoje miejsce i daje z siebie wszystko. Ja odleciałam:) A bębny zaserwowane na początku.. w żadnym przypadku nie jestem znawczynią ani nie zwracam większej uwagi na perkusję i bębny, ale to ! Burza na scenie! Wszystko współgrało obłędnie, Archive osiągnęło poziom, o którym wielu może pomarzyć. Wirtuozi i mistrzowie klimatu, ot co!
Zagrali wszystko, wszyystko co do jednego kawałka, co chciałam. Było "Stick me in my heart", "Again", "Fuck you", "Controlling crowds", "Violently", "Hatchet"... Uwielbiam "Bullets" i po pierwszym bisie pomyślałam sobie, że nie szkodzi, że nie było. Następnym razem. Jak zeszli ze sceny, publiczność domagała się drugiego bisu. Oklaski, krzyki i tupanie (!) wywołały ich po raz kolejny, i.. prezent dla Tośki. "Bullets"!!! Ha!
Tak się zachwycam, że brzmi to wszystko jak lukrowany pączek i zachwyt psychofanki, ale trudno, tak było i już ;)!
Jeżeli mogę coś powiedzieć, to chciałabym zauważyć, że Pani na zdjęciu nr 1 wygląda prawie jak odessana Nosowska :P Zaznaczam prawie :P
OdpowiedzUsuńPiękny blog, będę zaglądać częściej :)
Pozdrowienia z podstawówkowej ławy ;)
Trochę tak, i do tego nawet ubiera się podobnie!
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa:) Na razie raczkuję, zobaczymy co z tego będzie;)
Ale się staro poczułam, bo to przecież tak dawno było^^ Pozdrawiam i ściskam:))!