Starówkę odwiedziłyśmy koło 21.00, więc większość jarmarcznych stoisk była już zamknięta. Te, które czynne były do późnych godzin, zachęcały smakowitościami, ręcznie wyrabianymi ozdobami i lokalnymi wyrobami. Chwała im za nietoksyczne świece z prawdziwego wosku! takich nierzadko ze świecą szukać. Trochę kiczu też zawitało w warmińskie progi - lizaki w kształcie ufo?? Doprawdy ktoś miał wyczucie świątecznego klimatu. A może to na nadchodzący koniec świata?
I coś, co wzbudziło naszą największą ekscytację – lodowe rzeźby. Rozbiegłyśmy się nieomal na 4 strony: S. pobiegła do Big Bena, ja stanęłam oczarowana przed pałacem Taj Mahal, za to K. zniknęła na chwilę w tłumie, możliwe, że krążyła między lodowymi rzeźbami jak wolny elektron;) Na Targu Rybnym stanęły m.in. Wieża Eiffla, Łuk Triumfalny, Statua Wolności, egipska piramida i (nie taka) krzywa wieża w Pizie. Nie były może tak spektakularne jak zaprzęg konny wraz z wozem sprzed dwóch lat, ale precyzja wykonania i oprawa świetlna sprawiły, że zachwycali się wszyscy, młodsi i starsi. Były zdjęcia i zachwyty, tymczasowo nawet siarczysty mróz nam nie przeszkadzał. Na tyle nawet, że skusiłyśmy się na zjazd po murze chińskim, ryzykując mokrymi siedzeniami. Dowody poniżej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz