niedziela, 16 grudnia 2012

Ice ice Baby!

Warmiński Jarmark Świąteczny w Olsztynie trwa krótko, więc udało mi się wpasować idealnie. Stare Miasto wygląda wtedy przepięknie. Zwłaszcza wieczorem, chociaż to pora, kiedy nawet mało atrakcyjne miejsca nabierają uroku. Gra licznych, kolorowych świateł co roku uwodzi starówkowych spacerowiczów, ale... chyba najbardziej wyczekiwaną częścią świątecznej oprawy są lodowe rzeźby. Moją na pewno.


Starówkę odwiedziłyśmy koło 21.00, więc większość jarmarcznych stoisk była już zamknięta. Te, które czynne były do późnych godzin, zachęcały smakowitościami, ręcznie wyrabianymi ozdobami i lokalnymi wyrobami. Chwała im za nietoksyczne świece z prawdziwego wosku! takich nierzadko ze świecą szukać. Trochę kiczu też zawitało w warmińskie progi - lizaki w kształcie ufo?? Doprawdy ktoś miał wyczucie świątecznego klimatu. A może to na nadchodzący koniec świata?


I coś, co wzbudziło naszą największą ekscytację – lodowe rzeźby. Rozbiegłyśmy się nieomal na 4 strony: S. pobiegła do Big Bena, ja stanęłam oczarowana przed pałacem Taj Mahal, za to K. zniknęła na chwilę w tłumie, możliwe, że krążyła między lodowymi rzeźbami jak wolny elektron;) Na Targu Rybnym stanęły m.in. Wieża Eiffla, Łuk Triumfalny, Statua Wolności, egipska piramida i (nie taka) krzywa wieża w Pizie. Nie były może tak spektakularne jak zaprzęg konny wraz z wozem sprzed dwóch lat, ale precyzja wykonania i oprawa świetlna sprawiły, że zachwycali się wszyscy, młodsi i starsi. Były zdjęcia i zachwyty, tymczasowo nawet siarczysty mróz nam nie przeszkadzał. Na tyle nawet, że skusiłyśmy się na zjazd po murze chińskim, ryzykując mokrymi siedzeniami. Dowody poniżej!

Photobucket

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz